sobota, 11 lutego 2012

Wolę tankować na Lukoilu

Powodów jest kilka, nie odstrasza mnie nawet odległość jaką muszę pokonać od przejścia do stacji benzynowej. Jednym z powodów jest normalny przebieg procesu tankowanie - płacenie. Przeważnie w Rosji wygląda to tak, że klient udaje się do okienka lub lady, zostawia pieniądze, melduje z którego dystrybutora i jaki rodzaj paliwa zamierza zatankować. Wtedy dopiero dany dystrybutor zostaje włączony. Należy zostawić pieniędzy więcej niż orientacyjnie będzie kosztowało paliwo, bo może się okazać, że dystrybutor zostanie wyłączony kiedy należność na nim zrówna się z sumą zostawioną w kasie mimo, że w baku zmieści się więcej... Na Lukoilu tankowanie odbywa się tak jak na polskich stacjach: lejesz ile wlezie a potem płacisz. I to jest normalne.
Kiedy wyznałem jednemu rodakowi ten powód swego przywiązania do stacji benzynowej wiadomej sieci ten postanowił mnie uświadomić.
Zdarza się, że klient po zatankowaniu odjeżdża nie płacąc. Ucieka samochodem ze skradzionymi tablicami a pracownikom stacji zostaje manko w zbiorniku. Potem pracownicy muszą dolewać wody aby poziom płynu się zgadzał, no i klienci leją do baku benzynę z porcją wody. Mój rozmówca wyraził zrozumienie dla takich praktyk na stacjach benzynowych, no bo co ci biedni pracownicy mają robić? Dlatego płaci się przed tankowaniem aby takich sytuacji uniknąć. Nie wiem, czy tylko z Lukoila złodzieje nie uciekają po tankowaniu? A może tam maja inne metody na uniknięcie strat? Nie wiem, lecz nigdy nie zatankowałem tam paliwa zanieczyszczonego wodą. Dziwne.
Dziwne też mi się wydaje takie zrozumienie dla psucia paliwa po kradzieży. Ciekaw jestem czy mój rozmówca zmienił by zdanie gdyby w domu stwierdził obecność wody w swoim zbiorniku? Kogo by za to winił: złodzieja czy pracownika stacji benzynowej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz